This War of Mine – recenzja

Troszkę to czasu minęło odkąd grałem w jakąś polską produkcję, która stoi na tak wysokim poziomie.

Dzięki 11 bit studios miałem możliwość sprawdzenia „This War of Mine”, chyba jednego z najciekawszych tytułów z popularnych indyków tego roku. Okazało się, że raczej najlepszego. Ta gra to mistrzostwo.

This War of Mine

This War of Mine wygląda bardzo dobrze

Mamy tu do czynienia z survivalową grą akcji – ale obserwowaną z boku (2D), choć same postacie są trójwymiarowe. Taki zabieg jest nawet dobry, absolutnie mi to nie przeszkadzało. Rozpoczynamy rozgrywkę zawsze w ten sam sposób – dostajemy na początek trójkę(czasem czwórkę) postaci w tej samej lokacji, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji z powodu grasującej wojny. Naszym zadaniem jest przetrwać. Po prostu – przetrwać. Każdy bohater ma swój życiorys, jakiś nałóg (np. uzależnienie od papierosów), a także wyróżniającą go cechę – Paweł jest bardzo zwinny, Bruno potrafi świetnie gotować itp. Ma to kluczowe znaczenie, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że będziemy musieli robić wszystko, by przezwyciężyć różne trudności. O nich za chwilę. Przejdźmy do rozgrywki – która składa się z cyklów dnia i nocy. W dzień, gdy snajperzy tylko czekają aż ktoś będzie próbował przedostać się przez miasto, musimy gotować, tworzyć narzędzia, bronie, lekarstwa, budować osłony czy też odpoczywać.Czasem też przyjdzie jakiś facet i będzie chciał z nami handlować, rzadko, ale jednak może potrzebować pomocy jakaś zabłąkana istota, która poprosi nas o leki albo o pomoc we wspólnym rabowaniu. Praktycznie każda decyzja nie pozostaje bez konsekwencji.

This War of Mine

This War of Mine

Z kolei w nocy zaczyna się prawdziwa zabawa. Wybieramy jednego z bohaterów, który pójdzie na przechadzkę, podczas gdy reszta zostanie w budynku i albo będzie odpoczywać, albo zajmie się pilnowaniem przed intruzami (tak, tak – nas też mogą plądrować – często siejąc spustoszenia w naszych zapasach, o ile nie mamy czym się bronić). No ale zajmijmy się naszym polowaniem – polowaniem na materiały, jedzenie…czasem to może oznaczać polowanie na ludzi. W trakcie gry odwiedzimy wiele lokacji, jak kościół, szpital, villa, hotel i wiele jeszcze innych ciekawych miejscówek – ale nie wiemy kto i co czai się za rogiem. Niebezpieczeństwo, które przyniesie śmierć, no ale czyją? Gra potrafi tutaj zaskakiwać, zwłaszcza, że wiele razy łapałem się na tzw. „moralnym kacu”. Może to tylko zwykła, „głupia” gra, ale przecież jakieś zasady tutaj też powinny obowiązywać. Podam przykład, trochę spoiler – więc co wrażliwsi zatkać uszy – jedną z lokacji jest domek, którego właścicielem jest starsze małżeństwo. Niestety, ale brakowało już żywności, a także jakiś wartościowych rzeczy, jakie można byłoby wymienić właśnie na jedzenie i amunicje. Łatwo zatem stwierdzić, co w pierwszej chwili pomyślałem. Choć przecież kradzież, a tym bardziej jakieś zabójstwa wcale nie są nieuniknione.

Czasem w pewnych przypadkach – gdy w supermarkecie (kolejny spoiler, ale nie bójcie się ostatni) – uratowałem dziewczynę przed gwałtem. Wszystko ma swoje dobre i złe strony, ale wybory moralne są tutaj dość ciekawie przedstawione, nie ma czarno-białych odpowiedzi, za co można tylko pogratulować polskiemu studiu. Z czasem dochodzimy do wniosku, że każda droga prowadzi do wyniszczenia, ale już od nas zależy – jak zostanie poprowadzona. Warto starać się pomagać wielu, choć prawdopodobnie stanie się to uciążliwe dla naszej paczki, oczywiście można też chociażby okradać szpital, to pogorszy sprawę znacznie większej ilości osób, z drugiej strony dając nam całkiem pokaźne zapasy medykamentów.  Postacie, przygnębione – mogą opuścić kryjówkę lub popełnić samobójstwo. Zrelaksować się im pomagają takie rzeczy jak radio czy też gitara. Warto też podczas całonocnego skradania nie zapomnieć  o ucieczce przed świtem – inaczej na naszą postać będziemy musieli dłużej poczekać – jak już wspominałem – snajperzy tylko będą się cieszyć z tak łatwego kąsku.

2014-11-17_00001

Oprawa graficzna to kolejny plus tej produkcji. Wszędzie tu szaro, ciemno, pada deszcz i tak w koło Macieju, ale ma to swój klimat – taki przygnębiający, a gdy jeszcze dodać do tego fantastycznie zrealizowaną muzykę – to czujemy się naprawdę wciągnięci w ten świat, dobrze, że tylko wirtualny świat. Z trailerów można wywnioskować, że 11 bit Studios skupiało się na przeżyciach mieszkańców Sarajewa, obecnie stolicy Bośni i Hercegowiny – miasta, które było oblężone przez blisko 4 lata. Koszmar, jakiego nie chcemy chyba przeżyć. Miałem pewne obawy, że temat podniesiony przez Polaków będzie nie możliwy do urealnienia, ale chylę czoła przed tak skonstruowaną rozgrywką.

Czy zatem coś mi się nie spodobało? Oj, drobnostki – gra raczej nie posiada bugów, przynajmniej ja takich nie zauważyłem. Rozgrywka wciąga, choć fakt, że rozpoczynanie po raz kolejny historii może po pewnym czasie być nużące, ze względu na przeważnie tę samą strategię na przetrwanie pierwszych kilku dni. Sugerowałbym rozwiązania prowadzące też do zmiany lokacji początkowych, bo choć miejsc, w których grasujemy jest dużo i nawet są pokaźnych rozmiarów, to jednak szkoda, że grę zaczynamy w tym samym budynku i z tymi samymi rzeczami w szafach itp.

Podsumowując – w „This War of Mine” przede wszystkim zaskakują losowo generowane lokacje i jednocześnie prostota i złożoność rozgrywki. Same zasady są dosyć proste i oczywiste, ale różne decyzje i wynikające z tego konsekwencje powodują, że partie rozgrywane przez nas i naszych znajomych mogą się troszkę różnić. Grałem w „This War of Mine” paręnaście godzin, ale i tak nie czuję się znudzony tą produkcją, a wierzę, że autorzy postawią na konkretne dodatki, które nie pozwolą zapomnieć o tym naprawdę dobrym tytule. Ode mnie zasłużona dziewiątka i wielkie brawa – musicie koniecznie w to zagrać.

Ocena:

9/10

Author: cups

Share This Post On

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *